Dzień 1


www.madera.org.pl/dzien_1.html

Po dwutygodniowym oczekiwaniu na przygodę naszego życia nadszedł ten dzień. Godzina 6:50 – meldujemy się na lotnisku Okęcie w Warszawie i udajemy się do punktu Itaki, jest 01.12.2009. Zanim udaliśmy się do odprawy lotów musieliśmy ustawić się w długiej kolejce by odebrać nasze bilety lotniskowe. Potem nastąpiła szybka odprawa - do której wystarczy dowód osobisty - i po 1,5 godziny znajdujemy się na pokładzie Boeinga 737-800 linii Eurocypria razem z 109 osobami lecącymi na Maderę wyspę wiecznej wiosny. O dziwo samolot nie miał opóźnienia. W samolocie dostaliśmy miejsca E i F, czyli prawą stronę samolotu - na czym bardzo mi zależało. Czemu?, ponieważ po tej stronie widać wyspę i lotnisko w Santa Cruz, no i co najważniejsze samolot podchodzi do lądowania przechylając się na prawą stronę co gwarantuje niezapomniane widoki i przeżycia. Mieliśmy świetnego pilota w ogóle nie było czuć jak się wzbijamy i podchodzimy do lądowania. A należy zauważyć, że lotnisko na Maderze jest trudne do podejścia i żeby tam wylądować trzeba byś bardzo doświadczonym pilotem. Sam lot trwał 4 godziny 15 minut i minął bardzo szybko - pewnie przyczyną było też to, ze lecieliśmy tam bardzo podekscytowani. Co nas czeka? Jak będzie? Jaka temperatura? Czy naprawdę jest tam taka bójna roślinność? Nam udało się znaleźć odpowiedzi na te wszystkie pytania, o czym za chwilę opowiemy. Podchodzimy do ladowania, chmury zostawiliśmy z tyłu , po chwili widać kontury wyspy, przelatujemy nad Ponta de Sao Lourenco, widać już charakterystyczne filary pod pasem startowym, przelatujemy równolegle do lotniska, po czym zawracamy na bardzo niskiej wysokości, niemal dotykając skrzydłem tafli oceanu (przynajmniej tak nam się wydaje) i po chwili kołujemy. Po wyjściu z samolotu okazuje się, że temperatura na zewnątrz jest bardzo przyjemna - 22 stopnie Celsjusza, idziemy do budynku lotniska – owiewa nas delikatny podmuch zimowego wiatru.- Szybko odbieramy bagaże i kierujemy się do wyjścia. Tam czeka już na nas nasz rezydent - pan Julian. Kieruje nas do autokaru i po chwili udajemy się do hotelu w Canico de Baxio, podróż zajmuje ok 20 minut po drodze rozwozimy jeszcze turystów do hotelu w Santa Cruz gdzie wysiada grupa ok 8 - 10 osób. Jadąc widzimy, że drogi są w dobrym stanie, wjeżdżając do Canico jedziemy cały czas w dół - zadziwia nas technika jazdy kierowcy autokaru, wjeżdżając w wąskie jak na autokar uliczki, bez problemu się po nich poruszają, podjeżdżamy pod hotel, rejestracja przebiega sprawnie, mamy klucze w ręku i udajemy się do pokoju. Pokój, duży, przestronny, z klimatyzacją , telewizor LCD - z polskich stacji odbiera tylko TV Polonia, przestronna łazienka z wanną i przede wszystkim pokój z widokiem na ocean- na czym tak bardzo nam zależało. rzeczy zostawiamy walizki w pokoju i idziemy zwiedzić hotel. spory hotel jest duży w części Orchid znajduje się basen, jacuzzi, sauna, łaźnia turecka i sala fitness z siłownią. Z tego wszystkiego można korzystać za darmo w godz. 8 - 18:30. Po podróży chętnie korzystamy z uroków hotelu, po czym idziemy na zwiady po okolicy, naszym celem jest wyżej położone Canico, ale po 40 minutowym podejściu w górę rezygnujemy - niestety kondycja nie ta :). Po kilku dniach dowiadujemy się, że można iść skrótem do Canico w którym są dwa supermarkety (por. supermercado). Takim sposobem zwiedzamy Canico de Baixo, chodzi się raz pod górę raz z górki, ciężkie doświadczenie dla nizinnych stworzeń:). Miejscowość robi bardzo przyjemne wrażenie, znajduje się tutaj mini market, wypożyczalnia samochodów. Wchodzimy do wypożyczalni Magoscar i okazuje się, że wynajęcie Seata Ibizy to koszt 32 €/dzień przy 7 dniach i trzeba wnieść 250€ depozytu, z tymi informacjami udajemy sie do hotelu. Ten spacer i cała podróż dała nam w kość i z ulgą idziemy na obiadokolację. Ilość jedzenia i jednocześnie różnorodność mile nas zaskakują. W pierwszy dzień podają nam dwa rodzaje ryb (m.in. espadę w bananach – specjał Maderczyków), mięsa, sałatki, dodatki typu warzywa surowe i gotowane, kulki ziemniaczane, owoce, ciasta oraz lokalne desery. W tak sympatyczny sposób kończy się nasz początek pobytu na Maderze, jeszcze tylko chwila spędzona na balkonie patrząc na ocean, kąpiel i do spania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz