Dzień 8

www.madera.org.pl/dzien_8.html

Dzisiejszy poranek w przeciwieństwie do wczorajszego zaczyna się słonecznie, musimy sie spakowac i przygotować do podróży. Najpierw idziemy na śniadanie, które jak zwykle jemy na tarasie, z tą różnicą, że nigdzie się nie spieszymy, ciesząc się słońcem, widokiem na ocean i ostatnim porankiem na Maderze. Po śniadaniu i rozmowach z polakami, udajemy się do recepcji, żeby zwrócić samochód. Po konsultacji telefonicznej z przedstawicielem wypożyczalni, recepcjonistka, prosi o kluczyki i umowe najmu, bierze kluczyki, sprawdza umowę i pyta się gdzie jest zaparkowane auto. I w tak szybki i sprawny sposób oddaliśmy auto, nikt nie sprawdzał stanu auta, paliwa i tym podobnych rzeczy. Przed oddaniem samochodu sprawdziłem stan licznika, od środy rano do poniedziałku wieczorem przejechaliśmy lekko ponad 800 kilometrów, wydając ok 70 - 75E na benzynę, spalanie wychodzi spore, ale biorąc pod uwagę, że często uzywa się drugiego biegu podczas wjezdzania pod górę nie jest tragicznie. Samochód oddany, czas się spakować, to idzie nam zadziwiająco szybko, mamy jeszcze dobre 2 godziny do odjazdu autokaru, wieć ten czas trzeba jakoś wykorzystac, ja biore aparat i fotografuje okolice hotelu, Kasia korzysta ze słońca, wkoło hotelu kręci się sporo osób czekających na autobus podobnie jak my tak dobijamy do 11;15 idziemy szybko się wykąpać, pózniej ostatni rzut okiem na ocean z balkonu i schodzimy do recepcji oddać klucz, recepcjonistka życzy nam po polsku wesołych świąt i szczęsliwego roku - jednak zanim orientujemy się, że to do nas i po polsku pani recytuje juz "nowego roku", miły akcent, teraz wystarczy tylko wdrapac sie pod górke do autokaru, kierowca pomaga załadowac walizki, my wsiadamy do środka. W środku jest już sporo ludzi, gdy przyjechaliśmy jechało z nami może 15 osób. Kolejny raz podziwiamy kunszt kierowcy, który cofa pod górkę na wąskiej uliczce, udajemy się jeszcze do hotelu Dom Pedro Baia, po chwili wchodza osoby, które korzystały z tego hotelu a do nas dobiega dzwięk jakby ktoś strzelał salwy z armaty na pożegnanie gości, okazuje się, że te "salwy" to norma i słychac je było codziennie od rana do wieczora. Udajemy sie na lotnisko, podjezdzamy pod terminal i widzimy już rezydentów, którzy wsiadaja do autokaru informując nas o tym, ze lot bedzie planowo i jak bedzie przebiegac odprawa, nasłowa rezydentki "proszę przygotowac kupony, które otrzymaliśmy w Warszawie z 2/3 biletu" w autokarze robi się mały popłoch, kazdy sprawdza czy ma to coś, na ten widok rezydentka mówi, ze gdyby ktoś zgubił ma podejść do niej. Wchodzimy do terminalu i idziemy ustawić się w kolejce w celu otrzymania karty pokładowej i oddania bagażu, kolejka jest dłuuuga, dodatkowo przygnębia informacja, która pokazuje sie nad stanowiskiem odpraw, czyli numer lotu, destynacja, linie lotnicze a pod spodem mini prognoza pogody, w Warszawie jest 4 stopnie i spore zachmurzenie. Po odprawie przechodzimy kontrolę, która przeprowadzaja uśmiechnięci i zyczliwie nastawieni funkcjonariusze. Zajmujemy mijsca na ławce obok sklepu wolnocłowego, ja biorę aparat do reki i idę w pobliże drzwi, które znajduja się obok w/w sklepu, jest tutaj lepszy widok na samoloty niz z tarasu, gdyż znajduje się na tym samym poziomie co maszyny na płycie lotniska. Robię zdjęcia i udaje mi sie sfotografować kołujący samolot, którym bedziemy leciec do Polski, który kołuje prosto na mnie, do tego dochodzą samoloty startujące. Po tej sesji idziemy na kawę, a pózniej z aparatem idę na taras widokowy. Tutaj samoloty widac z innej perspektywy, robię kilka fotek i słysze, że zaczyna się boarding, szybko schodze na dół, ustawiamy sie w kolejce i po kilku minutach idziemy płyta lotniska w strone samolotu,   robię kilka fotek z płyty lotniska i wchodzimy do samolotu, mamy miejsca 27 E i F. Zajmujemy miejsce, tym razem ja siedze w środku, ale fotel D jest wolny, generalnie fotele przy przejściu sa wolne chyba, że lecą 3 znajome osoby. Przed kołowaniem otwieraja sie monitorki, na których projektowany jest film z zakresu bezpieczeństwa. Ustawiamy się na pasie startowym i start, który przebiega baaaardzo łagodnie, podobnie jak ten z Warszawy, wspinamy sie w górę, osoby siedzace na miejscach A i B maja tym razem widok na Madere, my na ocean. Podczas wznoszenia ludzie zaczynaja grzebać w półkach na bagaże, najpierw jedna osoba, pózniej kolejna i tak o to wstało 7 osób, na co reagują stewardessy, prosząc o zajęcie miejsc, przypominając, że nie mozna wstawac do momentu zgaszenia się sygnału zapiąć pasy. Po osiągnięciu pwysokości przelotowej, otrzymujemy gaść informacji dotyczących lotu od pilota po angielsku, za chwile to samo powtarza polska stewardesa w naszym ojczystym języku, dodaje też, że bedzie wyświetlany film, a słuchawki niezbedne do ogladania - a raczej słyszenia dzwięku - sa do nabycia u stewardess za 4 E, ja na szczęście mam swoje :) Zaczyna sie podniebny kiermasz, który jest powtarzany jeszcze dwa razy. Lot mnie trochę nudzi, robi sie ciemno i nie wiadomo co ze soba zrobić, próbuje posłuchac muzyki z systemu samolotu, ale nie da się wyregulowac głośności na optymalnym dla mnie poziomie, jest stanowczo za głośno, przerzucam się na swój odtwarzacz, ogladam zdjęcia robione na Maderze i czas troche przyśpieszył. Tak to czas leciał, wreszcie obsługa samolotu informuje nas, ze bedziemy podchodzić do ladowania, chmury są gęste i nisko nad Warszawą, lądowanie przebiega łagodnie i sprawnie, po wyjściu z samolotu kierujemy się po odbiór bagażu, który nastepuje zaskakująco szybko, żegnamy sie z osobami, które poznalismy podczas wyieczki, wymieniamy się numerami telefonów, e-mailami i wychodzimy z terminalu udając sie do domu ...