Dzień 3

www.madera.org.pl/dzien_3.html

Po pobudce wyszedłem na balkon i okazało sie, że w zasięgu mojego wzroku nie ma chmur, także juz było niemal pewne, ze jedziemy trasą zaplanowana wczorajszego wieczora. Trzeba sie tylko posilić i ruszyć w drogę.
Startujemy z pod hotelu i po kilku chwialch jedziemy via Rapidą w kierunku Funchal, ruch odbywa sie płynnie, ale jednak pod górke i rozwinięcie prędkości 90 km/h jest poza zasięgiem Getza, póżniej jest lepiej i bez problemu jedziemy 100km/h, zjeżdzamy na stację benzynowa poniewaz odebraliśmy samochód z 1/4 zbiornika, benzyna kosztuje 1,203E, póżniej zauwazamy, że paliwo na każdej stacji w kazdym zakątku wyspy kosztuje tyle samo, warte zauwazenia jest to, że w zachodniej części wyspy jest problem ze znalezieniem stacji, omijamy Funchal robiąc parę fotek z samochodu, kierujemy się w kierunku Riberia Brava w tym miejscu kończy się via Rapida i skręcamy na Sao Vicente, drogamija szybko, ze względu na widoki jakich nie uświadczymy w Polsce, w przewodniku znajdujemy informacje o grotach/jaskiniach w Sao Vicente, postanawiamy zorientowac się w cenach i ewentualnie je odwiedzic. Droga jest dobrze oznaczona i szybko znajdujemy sie na parkingu, droga z parkingu do skał prowadzi tunelem pod trasą Ribera Brava - Sao Vicente, bilet kosztuje 8 E, sympatyczna pani płynnym angielskim kieruje nas do wejścia informując, ze w srodku czeka grupa z przewodnikiem, wchodzimy do srodka i idziemy przez kilka minut robiąc zdjęcia i ogladając jaskinie, po czy trafiamy na grupę i przewodniczkę. Przewodniczka posługuje sie podobnie jak kolezanka na zewnatrz płynnie angielskim, opowiadając o skałach, budowie geologicznej, ale niestety bardzo szybko nas oprowadza i po 20 minutach od wejścia wycieczka w jaskiniach jest skończona, zostajemy poinformowani, że poza jaskiniami w miejscu tym znajduje sie tez centrum wulkanologiczne i idziemy własnie tam obejrzeć wystawę oraz dwa filmy. Wystawa obejmuje zdjęćia wulkanów, pare "skał" zastygnietych lawin i trafiamy na salę gdzie ogladamy film o tym jak powstała Madera, następnie widzimy symulację wybuchu wulkanu. Następnie trafiamy do sporej klatki, która udaje windę i "zjeżdzamy" do wnetrza ziemii (bardzo prosty i ciekawy pomysł)  po wyjsciu z "windy" widzimy instalację udająca lawę - na zdjęciach wygląda na prawdziwa lawę gorzej w rzeczywistości, idziemy dalej i kolejna instalacja przedstawiająca hmmm chyba przekrój ziemii, nie wiem co to było, bardziej niż opowiadanie pani przewodnik zainteresowała mnie budowa tego czegoś, bo składała się z luster, które były ułożone w taki sposób, że ziemia wygladała jak kula zawieszona nie wiadomo jak, tutaj dostajemy okulary 3D i wchodzimy na mini sale kinowa, oglądamy film o ziemi, wulkanach, przeplatany zdjęciami z Madery wszystko w 3D, na tym kończy sie pokaz, spedziliśmy w tym miejscu ok 1,5 godz. Wracamy na parking i udajemy się do centrum Sao Vicente. Na mapie wyglada jak miasteczko, w rzeczywistości jest to wioska, ale pełna uroku, po 15 minutach obeszliśmy centrum, kosciół i sklep, w którym zakupiliśmy wino polecane przez miejscowego sprzedawcę za całe 8 E, wina maderskie kosztują od 10 E w góre w zalezności od rocznika. W między czasie przyjechały dwa autokary z wycieczka niemiecką, mieliśmy wrazenie, ze w tym momencie w sao Vicente było więcej niemców niz mieszkańców. Wracamy do samochodu i udajemy sie na północ ku skrzyżowaniu dróg łączących Ponta Delgada z Porto Moniz, przy samym skrzyżowaniu obimy parę fotek i jedziemy dalej. Chcielismy jechać Północną Drogą Nadbrzeżną - w zasadzie był to jedna z główniejszych atrakcji dla mnie, ale szybko okazuje się, ze droga jest częściowo zamknięta ze względu na kamienie spadające na tę drogę. Tak jedziemy szybsza trasą, która wiedzie przez tunele, przed każdym z tuneli jest znak Antiga 101, który oznacza starą droge nadbrzeżną i tak przed każdym tunelem wypatruję czy 101 jest otwarta czy nie. I tak jadąc częściowo nową i stara trasą - stara jest o wiele bardziej widowiskowa, w chwili obecnej jednokierunkowa od Sao Vicente w strone Porto Moniz, zastanawiałem sie jak wygladał na niej ruch gdy prowadziła w obu kierunkach - trafiamy do miejscowości Seixal, tutaj omijamy centrum i jedziemy w stronę portu i plaży, które to widzielismy z drogi. Okazuje się, że jestesmy jedynymi turystami, poza nami na nabrzeżu samiejscowi, którzy po prawej stronie łowią wędką ryby, po lewej jest bardzo ciekawy widok z falami obijajacymi się o brzeg, tutaj także robimy pare zdjęć, poza tym po lewej stronie znajduje się bodajże naturalny basen, są drabinki, drewniana trampolina tzn deska przykrecona do nabrzeża i plastikowa tratwa na linie. Zwracam uwage na dzwig, który umacnia falochron, postanawiam wejśc na ten falochron i zrobic kilka zdjęć, jako, ze falochron jest płaski i swobodnie nadaje sie do chodzenia, zapuszczam się na sam jego koniec, który jest mokry, obserwując to miejsce widziałem, ze od dobrych kilku minut fala nie przelała sie w tym miejscu także czuje się pewnie, pstrykam fotkę patrze na ocean i w tym momencie Kasia krzyczy, żebym uciekał a przed oczami widze spora falę idąca prosto na mnie, szybki zwrot i ucieczka, pare sekund po tym jak się ewakuowałem z tego miejsca fala o wysokości ok 2 metrów doszczętnie zalała miejsce w którym przed kilkoma sekundami stałem, schodzimy z falochronu i powoli kierujemy sie w strone samochodu. Ruszamy dalej do Porto Moniz, podobnie jak wczęśniej tam gdzie sie da zjeżdzamy na starą drogę,  robimy zdjęcia dojezdzamy do ciekawego tunelu, zamiast asfaltu ulica wyłożona jest z kocich łbów, za tym tunelem jest miejsce gdzie fale oceanu wdzieraja sie na droge, przekonujemy sie o tym na własnej skórze gdy fala omywa nasz samochód - dobrze, ze okna były zamknięte :) po tych przygodach dojeżdzamy do Porto Moniz. na pierwszym rondzie skręcamy w prawo i po 100 metrach parkujemy samochód, schodzimy niżej i naszym oczom ukazuje się budynek akwarium - dosyć orginalny, nie wchodzimy do srodka tylko robimy zdjęcia oceanu, basenów i restauracji Cachalote.Decydujemy pod wpływem głodu i opinii w przewodniku, ze trzeba by odwiedzić ta restaurację, wchodzimy do środka. Część ścian restauracji to skały, po chwili przychodzi kelnerka z menu, podejmujemy decyzję, ze jemy espade - rybę, która, jak sie póżniej okaze widac niemalże w każdym sklepie i serwuje się w kazdej restauracji i sardynki, bez żadnych przystawek itp. Po chwili dostajemy pół bochenka chleba i spore naczynko z oliwkami czarnymi i zielonymi. Po kilkunastu minutach dostajemy dania, które zamówiliśmy, podawane sa w ciekawy sposób. Otóż mamy przed soba puste talerze na które kelnerka nakłada danie, i tak oto na naszych talerzach ląduje risotto z owocami morza, ziemniaki, pataty, pomidory, sałata i ryby - na Kasi talerzu lauje spory kawałek espady na moim 2 sardynki o długosci ok 25 cm każda, poza tym obok na tacy czekaja 3 kolejne. To wszystko plus napoje kosztowało nas 22 E. Po posiłku udajemy sie na dalsze zwiedzanie miasta, które też nie przytłacza swoja wielkością, podobnie jak Sao Vicente na mapie wygląda na większe, idziemy brzegiem robiąc zdjęcia wchodzimy do sklepów z pamiątkami, ale nic nie kupujemy, Kasia zwraca uwage na ponczo, ale okazuje się, ze nie ma jej rozmiaru, wracamy do samochodu i kierujemy sie w górę w strone miejscowości Achadas da Cruz, kilka kilometrów przed ta miejscowoscią skręcamy w lewo zgodnie z kierunkowskazem na Paul da Serra. Niebo z błękitnego powoli zaciąga się chmurami, po kilku kilometrach dojezdzamy do miejsca w którym chmury znajdują się na tej samej wysokości co my, wysiadamy z samochodu, robimy zdjęcia, poza nami w tym miejscu zatrzymuja się dwa inne samochody, po raz pierwszy na Maderze czuje jak chmury mnie opływaja, temperatura mocno spada, w Porto Moniz było 22 stopnie tutaj jest ok 5, jedziemy dalej cały czas delektując sie widokiem szczytów osnutych chmurami, dojezdzamy w poblize miejscowości Rabacal, które słynie z lewad, robię pare fotek w tym zbiornika do którego spływa woda jednej z lewad i kapliczkę, zastanawiamy sie jak ludzie chodza po lewadach w takich warunkach gdy widoczność jest znikoma ale ruszamy dalej w strone Paul da Serra, chmury staja sie coraz cięższe, teren płaski, droga staje się prosta bez zakretów, co jest rzadkościa na Maderze, po kilku kilometrach chmury juz tak nie przeszkadzaja i mozemy delektowac się widokami, mijamy farmę wiatrowa i zatrzymujemy sie na chwilkę, wysiadając z samochodu uwage przykuwa dzwięk pracujących wiatraków, przeszywajacy dzwięk wzmacniany prze krajobraz. Dalsza droga do Encumeady upływa na robieniu zdjęć, przed Encumeadą jest kilka tuneli, które sa nieobrobione wewnątrz - podobnie jak ten za Seixal - te tunele z kolei przeciekają tzn z "sufitu" tych tuneli na ulicę kapie z różna siła woda, po umyciu samochodu zjezdzamy drogą w stronę Riberia Brava, jako, że jest jeszcze w miare widno postanawiamy zobaczyc co oferuje ta miejscowość. Wjeżdzamy do centum parkujemy samochód i idziemy w strone portu. Jak zwykle seria zdjęć ulic, i kościoła, który jest ciekawie umiejscowiony, przy plaży pijemy kawe - ta w hotelu, która dostajemy przy sniadaniu tylko wyglądem przypomina kawę.Nic nie smakuje tak jak kawa pita w takiej scenerii.  Jako, ze juz zrobiło sie ciemno wracamy do samochodu po drodze robimy kilka zdjęć i ruszamy w strone Canico de Baxio. Ciekawe tutaj jest to, ze ruch na drogach rośnie własnie ok godz 18, o tej porze dzieci kończą szkołę a rodzice masowo je odbierają, zwłaszcza w okolicy Funchal robi sie tłok na via Rapida. Zjezdzamy jeszcze do supermarketu w Canico robiąc zapas wina (od 1,2 E za butelke wzwyż) na wieczór i miejscowego piwa Coral (butelka kosztuje 0,54 centa) bardziej opłaca się kupowac większą ilość a sa zgrzewki po 6 i 24 butelek !. Tak zaopatrzeni jedziemy w dół do hotelu na kolacje. Po kolacji delektujemy się na tarasie winem i Coral-em. Pozostaje juz tylko zejśc do recepcji, zarezerwować miejsce w bezpłatnym autobusie hotelowym jadącym do Funchal. Własnie na piątek rezerwujemy Funchal, poniewaz słyszeliśmy, ze tylko tego dnia odbywa sie targ rybny - to tez nie zweryfikowana informacja. Nowościa tego wieczora jest rezygnacja z uzywania klimatyzacji na rzecz otwartych drzwi balkonowych przez całą noc. Tak więc jutro ruszamy na podbój stolicy Madery  i rodzinnego miasta Christiano Ronaldo - Funchal. Autobus odjeżdza o 10, także poleniuchujemy godzine dłużej niz zwykle.