Dzień 2

www.madera.org.pl/dzien_2.html

Tego ranka obudziło nas słońce, które świeciło wprost na nasze łóżko, po porannej toalecie szybko udaliśmy się na śniadanie tutaj królują jajka smażone coś na sposób naszych sadzonych, sery żółte, wędliny, warzywa i oczywiście owoce, po śniadaniu kroki skierowaliśmy do recepcji z zapytaniem czy hotel współpracuje z wypożyczalnią samochodów, okazało się, że współpracują z wypożyczalnią Wind z Funchal, po godzinie do hotelu przyjechał przedstawiciel wypożyczalni z samochodem Hyundai Getz, za 7 dni zapłaciliśmy 168 E, samochód wyposażony był w klimatyzacje, co początkowo wydawało się zbędne, ale póżniej okazało się, że na większych wysokościach zdarza się, że szyby mocno parują a klimatyzacja świetnie sobie z tym parowaniem radzi. Wycieczka na ten dzień była z góry zaplanowana, oglądając zdjęcia jeszcze przed wyjazdem urzekły nas widoki z Ponta de Sao Lourenco, tam skierowaliśmy swą uwagę i ruszyliśmy w tym kierunku z zamiarem zdobycia szczytów tego urokliwego miejsca.
Na początku trzeba było się przyzwyczaić do tego, że sprzęgło w Getz'ie było zużyte bardziej niż w samochodzie, którym poruszamy się po Polsce, słyszeliśmy, że po Maderze jeżdzi się fatalnie, że drogi są wąskie a dodatkowo trzeba umieć ruszać ze stromych górskich ulic i dróg z ręcznego, w moim przypadku okazało się to nieprawdą, drogi są na tyle szerokie, że samochody osobowe swobodnie się mieszczą a nawet i dwa autobusy, jedyna droga, która była wąska to ta prowadząca do Eira do Serrado czyli punktu widokowego na Curral das Freiras ale o tym póżniej, ruszanie z ręcznego też nie nastręczało mi kłopotów.
Zaopatrzeni w przewodnik Madery z wydawnictwa Pascal zakupiony w Polsce i mapę 1:75 000 zakupioną za 4,5 E w sklepie z pamiątkami w Canico de Baxio ruszyliśmy w swoja pierwszą przejażdzkę bez problemu wyjeżdzając na via Rapidę, która ma dwa pasy ruchu w każdym kierunku, po 15 minutach przejechaliśmy pod pasem startowym lotniska w Santa Cruz - przyznać trzeba, że widok 180 kolumn po 3 metry średnicy każda robi wrażenie, wyjeżdzając z pod pasa startowego jedzie się równolegle do tego pasa w odległości kilkudziecięciu metrów, tak, że doskonale widać kołujący samolot czy też na rozbiegu do startu. Minęliśmy Machico, następnie Canical i ok 5 km za Canical wjechaliśmy na rondo, na którym skręciliśmy w prawo (skręt w lewo prowadzi do Miradouro (punkt widokowy) i po ok 1 km dojechaliśmy na parking, tutaj ubraliśmy buty trekingowe do plecaka spakowaliśmy wodę, batony kupione w Polsce i ruszyliśmy na szlak. Szlak jest mocno zróznicowany, początkowo idzie się w dół, po czym trzeba się wspiąć, następnie idzie się kawałek w miarę płaskim odcinkiem i tak wygląda niemal cały szlak. Widoki ze szlaku zapadają w pamięci na długo, dla nas osobiście jest to jeden z najważniejszych punktów do odwiedzenia na Maderze, a przewodnik ledwo co o tym miejscu wspomina. Idąć tym szlakiem miałem przed oczami scenerie jaką znam z filmu Piraci z Karaibów (ta wersja z Johny Deepem i Orlando Bloomem). Najgorszy odcinek to ostatnie 100 - 200 metrów ze względu na bardzo strome i niewygodne podejście, ale myślę, że każdy da sobie z nim radę chociażby przez częstsze odpoczywanie, widoki niezapomniane. Zejście przebiegło znacznie sprawniej, nam przejście w obie strony zajęło ok 4 godziny ze względu na zdjęcia, które robliliśmy po drodze, ponoć da się go przejść w ok dwie godziny w obie strony nie robiąc zdjęć - ale to nie jest potwierdzona informacja i nie ręcze za nią :) I tutaj trzeba zauważyć ważną rzecz sporo Polaków na Maderę wybiera się bez butów trekingowych a to jest spory błąd, chyba, że ktoś chce poruszać się tylko ulicami asfaltowymi czy chodnikam, widzieliśmy osoby, które niby łatwą trase na Sao Lourenco próbowali przejśc w zwykłych butach i widzieliśmy jak zawracali, podobnie na lewadach bywa wąsko ślisko i idzie się czasem po kamieniach mniejszych lub większych, zresztą krążył dowcip, że polaka na Maderze można poznać po tym, że trasy po których wszyscy chodzą w obuwiu trekingowym Polacy pokonuja w sandałach czy też butach sportowych.
Z parkingu udajemy się jeszcze na wcześniej wspomniany punkt widokowy i zastajemy tam grupę niemieckich turystów i nie zaciekawy widok na Sao Lourenco, udajemy się w droge powrotną omijamy Canical, które przewodnik poleca ze względu na muzeum wielorybów, ale wiemy, że jest nieczynne, generalnie Canical słynie jako miejsce które jako jedne z ostatnich zaprzestano połowu wielorybów, można wybrać się na rejs podczas którego można zobaczyć delfiny w naturalnym srodowisku a także przy odrobinie szczęścia wieloryby i żłówie, ale niestety nie w grudniu w ten sposób trafiamy do Machico gdzie po raz pierwszy kapitan Zarco wbił portugalską flagę na Maderskiej ziemi. Miasteczko bardzo urokliwe z brukowanymi ulicami i kościołami, kręcimy się chwilę po trójkątnym placu, robimy kilka zdjęć i idziemy zobaczyć sklepy następnie zółtą fortecę i port, w oczy rzucaja się taksówki same mercedesy, bardzo zadbane, niestety robi się powoli ciemno - widno robi się ok 6:30. 7:00 a ciemno ok 17:30 - 18 i udajemy sie do hotelu. Szybka kolacją, po kolacji planujemy wycieczkę na następny dzień w stronę Sao Vicente, Porto Moniz i Paul da Serra, wszystko zależy od pogody i tego która część Madery będzię skąpana w słońcu, tymczasem idziemy spać ...